Malaria and other tropical issues.

We will leave Malawi enriched with new friends, healthy tan and newly gained -hopefully- immunity for all the tropical diseases we caught in a past few weeks.
The list is longer than I anticipated and malaria is not the worst!

Podobny obraz

Malaria started like flu – with the fever.
Few hours and the fever become unbearable, shivering and sweating at the same time, great. Suddenly I didn’t know what is happening around, it was just too much. Sun was too bright and too hot, my vision somehow blurred and speaking just tiring. Experiencing lack of appetite isn’t accurate description. Food is heavy in your stomach, same with water, but it’s still the only fluid possible to drink, great diet though – no hunger!
Sleep looked promising…at the beginning. Dreams I had during those few days quickly changed my mind, although if any of you’ve got Stephen’s King number they might be his greater inspiration.

No sugar coating – malaria is painful in every possible way, but I’ll spare you all the details, they’re exactly like Uncle Google predicted.
Malarone is a hero of that story, few pills a day and after long 72 hours, the nightmare is over.

DSCN9994
*And here you’ve got the chinese remedy for everything available in Malawi. Stinks and probably do nothing, or at least nothing good. I don’t know, I won’t risk putting it on my skin!

When talking about nightmares I need to mention something I was introduced to in Cape Maclear. I don’t know the exact name of this lovely bacteria, but I wouldn’t wish it on my worst enemy. In Maclear they were calling it “just-a-flu”.
Bastard took me by surprise while eating pizza…and for me, this is the definition of a bad luck, I don’t like pizza anymore. I do not exaggerate! Vomiting every delicious topping, hugged to a toilet rim…recipe for an unforgettable night! I’ll skip the pizza night for a while.
But that was only a beginning, 7 days of absolute exhaustion and fever and 2 weeks of rice – the only digestible product in Malawian menu (to my own surprise I still enjoy Malawian rice very much). Assuming that karma exists, I must’ve done something horrible in my life.

Znalezione obrazy dla zapytania vomiting

Can it be any worse? Yup.
Watching Radek reaching 40,3˚C, treating him for Malaria with no effects, force-feeding out of fear that he hasn’t eaten anything in 2 days.
I think that was the worst. Not knowing how to help.
But we finally know who’s to blame – bilharzia infection. Lovely little parasite worm from beautiful Malawi Lake.
It will make your life miserable but first, it will sightsee new home – bladder, liver, etc. Gross.
If you want some spicy details you should visit Uncle Google.

bilharziaZnalezione obrazy dla zapytania fallout

And search for Myiasis (maggots growing under the skin) if you have nothing better to do – still waiting for this little fella!
Don’t worry, fortunately, medical service in Malawi (like the whole Southern Africa) is better than we expected. There are quick tests for malaria you can do anywhere, available in pharmacies and local clinics, whole malaria treatment is available -without prescription- at a reasonable price, same with bilharzia. Doctors are well prepared and nobody is making a huge fuss around those “tropical issues”.
Simply because they’re not tropical here.

I wasn’t sure about writing this one. Not because I never -nor Radek- experience sickness in a more horrible way, and there is nothing to be proud of, but because we knew that this moment will come. Complaining about it is like whining about bad weather in Poland in November. I wrote it, now you know, that malaria isn’t that bad and just-a-flu might change your food preferences.
We were sick and I hope that it won’t happen anymore, but if…we’ll check medical sector in our next destination – Zanzibar!

IMG_9988
*komary w łazience!

W Malawi wzbogaciliśmy się o nowych przyjaciół, równą opaleniznę i -mam nadzieję- przeciwciała na te wszystkie tropikalne dziady co nas tu męczą regularnie.
Lista jest dłuższa niż bym chciała a malaria z tego wszystkiego nie była taka zła!

Malaria z początku przypomina przeziębienie, było mi tak jakoś niewyraźnie.
Gorączka rośnie i rośnie, a parę godzin później staje się nie do zniesienia. Pot i dreszcze w pakiecie, po pewnym czasie przestałam nadążać, świat rozpędził się strasznie a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
Może coś zjeść? Raczej nie, tzw. brak apetytu a właściwie „ciężar” na żołądku komplikują nieco temat. Natomiast jeśli szukasz odchudzającej diety cud to malaria będzie strzałem w dziesiątkę!
Sen na początku był kuszący, ale pozory mylą, koszmary jakie zafundowała mi malaria mogą służyć za inspirację dla Stephena Kinga.

Nie koloryzując – malaria jest straszna i bolesna w każdym tego słowa znaczeniu, chcesz to idź do Wujka Googla, ja się na ten temat nie będę rozpisywać.
Malarone jest niewątpliwym superbohaterem wyjazdu, parę pigułek dziennie i 72 godziny później wróciłam z zombielandu. Koniec koszmaru, przynajmniej tego jednego.

Są też te koszmary, którym nikt jeszcze nie dał nazwy, o tym poznanym w Cape Maclear usłyszałam „zwykłe przeziębienie”. Cóż, takiego przeziębienia nie życzę nikomu. Dziadostwo wzięło mnie z zaskoczenia, jak jadłam pizzę. No i właśnie już pizzy nie lubię. Nie przesadzam!
Wymiotować pizzą, tuląc muszlę jest receptą na niezapomnianą noc i na wykluczenie z diety pysznych, niezdrowych produktów…
Ale do końca było jeszcze daleko. Kolejny tydzień byłam wycieńczona i wykończona gorączką, no i dwa tygodnie białej diety – ryżu, jedynej malawijskiej potrawy, którą trawiłam (i o dziwo wciąż mi smakuje!).
Zakładając, że karma istnieje popełniłam w życiu jakieś niewybaczalne błędy.

Może być jeszcze gorzej? A no może.
Patrzeć jak Radkowi gorączka skacze do 40,3˚C, jak mój superbohater – Malarone nic nie pomaga, zmuszać do jedzenia człowieka, który zazwyczaj dojada moją porcję.
Tak, to chyba było najgorsze. Niewiedza co to jest i jak to leczyć.
Jest już ok, mamy winowajcę – bilhacjozę. Robala ze ślimaków, które żyją w moim ulubionym Jeziorze Malawi. Bilharcjoza uprzykrza życie, ale robi to powoli, najpierw zwiedza wątrobę, pęcherz itp. Obrzydliwe.

Żądny pikantnych detali? Wujek Google przyjmie Cię z otwartymi ramionami. A jak już tam będziesz, sprawdź muszycę (larwy much rosnące pod skórą), czyli coś czego jeszcze nie złapaliśmy.

Nie martw się, szczęście w nieszczęściu, ale służba zdrowia w Malawi (jak i całej Afryce Południowej) działa lepiej niż przypuszczaliśmy.
Są szybkie i ogólnodostępne testy na malarię (jak ciążowe tylko z krwi), leki przeciwmalaryczne dostępne są (bez recepty) we wszystkich aptekach i klinikach w cenie dużo lepszej niż ta europejska, to samo z resztą tyczy się leczenia bilharcjozy. Lekarze wiedzą co robią i co leczą, nie robiąc przy tym wiele szumu. A to wszystko dlatego, że dla nich te choroby wcale nie są „tropikalne”.

Nie byłam pewna czy pisać na temat naszych afrykańskich choróbsk czy nie.
Nie dlatego, że żadne z nas nie przeżyło w życiu tak wysokiej gorączki i nie ma się czym chwalić, raczej dlatego, że wiedzieliśmy w co się pchamy. A teraz narzekanie na tropikalne dziady brzmi jak marudzenie nad deszczem w listopadzie.
Napisałam, teraz wszyscy wiedzą, że malaria nie taka straszna a przeziębienie potrafi zmienić przyzwyczajenia żywieniowe. Jesteśmy zdrowi i mam nadzieję, że tak zostanie, bo jeśli nie to będziemy sprawdzali poziom służby zdrowia na Zanzibarze!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s