High on life.

We escaped Joburg.
We went to one place that we knew we would love but we haven’t been there:


Northern Drakensberg, mountains there together are forming the amphitheater. We heard about this place from one of the polish vloggers and from then on we knew that it’s one of the things on our bucket list. We were excited and we felt prepared after few days hike with the additional load.

But this won’t be another story about how beautiful mountains are, instead I want to tell you how we discovered that being on a top doesn’t necessarily mean, “top of your dreams”.

We were surprised that this time topographic map didn’t include distance dimension, but we knew that this is a day hike, so we counted that during our 3 days hike depending on how difficult the trail was we walked between 15-22 km. We expected Amphitheatre to be highly difficult, it’s described as hike “for advanced mountaineers”, you’re hiking on 3 100 m, we saw it on YouTube!

So, we took some time to prepare, Drakensberg once showed us that we’re definitely not in “advanced” group so we took care of everything else but our fitness. We impregnated our shoes, took a rehydrating powder, first aid kit, torch, warm clothes and food for 3 just in case we’ll get lost and starve.
We started early, expecting that it might take us good ten hours before getting down.

Mountains greeted us with cemented path leading us closer to the top, we were surprised, but you know, we cannot discriminate mothers with strollers they might be advanced mountaineers as well!

We walked through and with joy, we realized that after 2 km rocky ground is replacing this horrible concrete construction, the view was amazing, and difficulty of the track allowed us to make loads of pictures.

After a time, we started wondering how rough it will be to get to the top, it was a bit worrying because even though the trail was easy our breath was short and uneven and walking quickly made me dizzy. Altitude sickness turned out to be one of two struggles we overcome on our way to the top. Second one? Chain ladders.

It’s exhilarating, to climb on something so close to the edge of the valley, tiny bit from the top. Height is quiet, for few minutes, alone with a rusty smell of chains, humming sound of the wind and friction between the ladder and rocks and finally with an overwhelming view of the sun pushing through clouds to see the valley.

It’s a lot to take in and not fall. If for anything, this is the part that’s making me say “I would do it again”.

We walked on top of the world, again. It was flat and quiet, again.

Tugela Falls, one of the highest falls in the world are looking like the fountain with clogged pipes this time of a year. I spoke to Radek not sure if I’m ungrateful or maybe it’s the effect of altitude sickness about how I preferred hiking to a bushmen’s cave, where mountains are full of animals and you’re walking with the clouds, not above them. He agreed. But I think it was the best breakfast view we’ll have in a while.

It took us 4 hours, both ways. At the top, we met rangers protecting SA border, they’re doing this in 2 hours, going up and down to Sentinel parking every day. They told us that it’s the easiest way to get to the top of Drakensberg, from the valley (like in Central Drakensberg) we’d need at least four days to get to the top.

I’m not sure if I like the easiest way of doing anything.

PS: Way to the Sentinel parking lot where the trail starts definitely wasn’t the easiest and unfortunately it was the only way. Fortunately, Radek and Datsun Go are a better team that I could’ve ever imagined.

Uciekliśmy z Johanesburga.

Pojechaliśmy w jedno miejsce, w którym mimo że nas jeszcze nie było wiedzieliśmy, że będzie nam dobrze:
Północna część gór smoczych, szczyty ciasno usadzone jeden obok drugiego wspólnie tworzą amfiteatr. Słyszeliśmy o tym miejscu od jednego z polskich vlogerów i od tamtej pory było jasne, że jest to na liście rzeczy, których przepuścić nie można. Teraz był najlepszy moment, byliśmy podekscytowani i przygotowani po kilkudniowej wędrówce.

Ale o tym jak w Drakensbergu jest pięknie już było, dzisiaj będzie o tym jak to szczyt góry nie zawsze jest szczytem możliwości.

Pierwszym zaskoczeniem było dla nas, że mapa topograficzna Royal Natal w przeciwieństwie do map parków Kwa-Zulu Natal nie uwzględnia kilometrowej długości tras, trudno. Szlak prowadzący do Amfiteatru oznaczony jest jako „dzienny”, wcześniej w zależności od terenu przechodziliśmy między 15 a 22 km, chyba damy sobie radę. Szlak jest również przeznaczony dla „doświadczonych alpinistów”, w końcu wchodzisz na 3 100 m no i widzieliśmy na YouTube, że to wcale nie jest proste!

Centralny Drakensberg pokazał nam dosadnie, że żadni z nas „doświadczeni alpiniści”, ale pokusa żeby wejść na górę była większa.
Skoro my nie jesteśmy dobrze przygotowani, niech nasz sprzęt będzie! Zaimpregnowaliśmy buty, spakowaliśmy proszek energetyczno-elektrolitowy, apteczkę, wszystkie ciepłe ciuchy jakie mieliśmy i masę jedzenia na wypadek gdybyśmy się zgubili i musieli czekać na wsparcie z dołu.
Zaczęliśmy wcześnie, spodziewając się, że może nam to zająć kilkanaście godzin.

Góry powitały nas betonową ścieżką w kierunku szczytu, zaskakujące, ale wszyscy powinniśmy mieć równe prawa, matka z wózkiem też może być doświadczonym alpinistą!
2 km dalej betonowa konstrukcja powoli zaczęła ustępować miejsca głazom i wyrastającym z pomiędzy długim trawom, widok był niesamowity a szlak zaskakująco przyjemny dzięki czemu zrobiliśmy masę zdjęć.
Po pewnym czasie przyszła obawa, jak trudno będzie dojść do szczytu? Mimo, że szlak był łatwy, nasze oddechy były krótkie i nierówne a szybkie tempo wywoływało u mnie nudności.
Na szczęście choroba wysokościowa okazała się być naszym jedynym problemem, no może pomijając drabiny.

Drabiny to zupełnie inny temat. Są tuż przed szczytem, do którego nie ma innej drogi (ciężko jest odpuścić w takim miejscu). Z jednej strony rozpościera się widok na dolinę, z drugiej na krawędź najwyższych szczytów. Na tej wysokości panuje absolutna cisza, parę minut wchodzenia do góry pozwala się na niej skoncentrować. Pachnie przerdzewiałymi drabinami, brzęczy metalem uderzającym o skałę i wiatrem odbijającym się od ściany gór, a na końcu ten widok, słońce, które przebija się przez chmury na porośniętą, jak dywanem, zielenią dolinę. Kiedy wisisz nad przepaścią, ta cisza to aż za dużo. Jeśli miałabym to zrobić jeszcze raz to właśnie dla tych wrażeń.

Znowu znaleźliśmy się na szczycie świata. Płasko i cicho, jak w Lesotho, bo przecież znowu na granicy. Wodospady Tugela są jednymi z najwyższych na świecie, o tej porze roku wyglądają komicznie, sącząc wodę po krawędzi jak fontanna z pozapychanymi rurkami. Odezwałam się do Radka, nie do końca pewna czy jestem niewdzięczna czy to jakiś objaw choroby wysokościowej, że chyba wolałam nasze poszukiwania jaskini Buszmenów, gdzie góry są pełne życia a chmury są Twoim towarzyszem a nie podłogą. Przytaknął. Chociaż śniadanie na krawędzi Amfiteatru postawiło poprzeczkę bardzo wysoko.

Cała wielka wyprawa zajęła nam 4 godziny. Na szczycie spotkaliśmy strażników granicy RPA, patrolują tutaj codziennie, zajmuje im to połowę naszego czasu. To oni powiedzieli nam, że to jest najprostsza droga na szczyty Gór Smoczych, idąc z doliny zajęło by to nam co najmniej 4 dni.

Chyba nie lubię najprostszych rozwiązań.

PS: Natomiast droga do parkingu Sentinel, z którego zaczyna się szlak nie dość, że nie była łatwa to niestety jest jedyna. Mam szczęście, że Radek i Datsun tworzą bardzo zgrane duo!

One thought on “High on life.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s